Wydrukuj tę stronę
wtorek, 30 kwietnia 2013 11:10

„Iron Man 3” Wyróżniony

Oceń ten artykuł
(1 głos)

IRON MANRobert Downey Jr. powraca jako Tony Stark/Iron Man! Po raz piąty, wliczając dwa samodzielne filmy o jego przygodach, epizod po napisach końcowych w „Niesamowitym Hulku" z 2008 r. oraz zeszłorocznych „Avengers".


Przypomnę krótko, iż Stark to ekscentryczny playboy-miliarder, a zarazem genialny wynalazca — który skonstruował niezwykłą latającą zbroję i zbawia świat jako Iron Man. Przy czym swą drugą tożsamość ujawnił całej ludzkości na konferencji prasowej, ściągając tym samym przez swą pychę mnóstwo niebezpieczeństw nie tylko na własną osobę, ale także bliskich (przede wszystkim ukochaną Pepper), przyjaciół i współpracowników.

Fabuła nowej odsłony cyklu inspirowana była w dużej mierze sagą „Extremis" (notabene niedawno wydaną w Polsce, w ramach „Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela"). Stamtąd pochodzą też postaci pary niebezpiecznych naukowców, zajmujących się nanotechnologią: Mayi Hansen i Aldricha Killiana. Producenci filmu, na czele z Kevinem Feige'em, prezesem wydawnictwa Marvel, długo rozważali kandydatury aktorskie do obu tych ważnych ról. Udało się nawet początkowo pozyskać świetną aktorkę: Jessicę Chastain — przez dwa ostatnie lata z rzędu nominowaną do Oscara: za „Służące" i „Wroga numer jeden". Artystka jednak skierowała się ku bardziej ambitnym projektom (jak nowa adaptacja sztuki Strindberga: „Panna Julia" w reżyserii Liv Ullmann) i zrezygnowała z drugoplanowej roli w wakacyjnym blockbusterze.

Do postaci Hansen przymierzano więc inne odtwórczynie, np. niemiecką supermodelkę i utalentowaną aktorkę — Diane Kruger („Troja", „Bękarty wojny", „Intruz") czy uznawane za młode talenty: Gemmę Arterton (dziewczyna Bonda z „Quantum of Solace") i Islę Fisher („Strażnicy marzeń", „Wielki Gatsby"). Zwyciężyła też ta koncepcja, by ostatecznie zatrudnić mniej doświadczoną, ale dobrze rokującą artystycznie osobę. Wybrano więc Rebeccę Hall, Angielkę, której popularność (i nominację do Złotego Globu) przyniosła w 2008 r. rola u Woody Allena w „Vicky Cristina Barcelona". Poza tym występowała ona także w kilku innych udanych produkcjach ostatnich lat, takich jak „Prestiż" Christophera Nolana, „Frost/Nixon" Rona Howarda czy „Miasto złodziei" Bena Afflecka.

Jej partnerem w pracy nad złowrogimi komputerowymi wirusami, w roli Aldricha Killiana, najpierw miał być Jude Law — wybitny aktor średniego pokolenia, znany choćby jako doktor Watson z nowych adaptacji opowieści o Sherlocku Holmesie w reż. Guya Ritchie'ego (gdzie partnerował przecież Downeyowi Jr.), a ostatnio z kreacji w „Annie Kareninie" Joego Wrighta czy animowanych „Strażnikach marzeń". Zastąpił go jednak Guy Pearce, ceniony odtwórca tak różnorodnych ról jak: pozbawiony pamięci krótkotrwałej bohater „Memento" wspomnianego już Chrisa Nolana, brytyjski król Edward VIII w Oscarowym „Jak zostać królem" Toma Hoopera czy (ucharakteryzowany nie do poznania) starzec-przywódca korporacji, który zlecił wyprawę Prometeusza w prequelu „Obcego" Ridleya Scotta.

Po raz pierwszy na ekranie zobaczymy też złowrogą personę przedstawiającą się jako Mandaryn — komiksowego arcywroga Iron Mana, który stoi za większością jego problemów, knując nieprawdopodobne spiski i intrygi. Kandydat do tej roli od lat był tylko jeden: Sir Ben Kingsley. Ten angielski mistrz filmowego planu słynie przede wszystkim z wcielania się w bohaterów o azjatyckich korzeniach, wschodnim albo semickim rodowodzie (co ułatwia mu zapewne jego hinduskie pochodzenie). Czy to tych pozytywnych, jak tytułowa rola (która w 1983 r. przyniosła mu Oscara) w „Ghandim" Richarda Attenborough bądź jako bohaterski żydowski księgowy sporządzający „Listę Schindlera" u Spielberga; czy tych złych, negatywnych, np. jako groteskowy Fagin z „Olivera Twista" Polańskiego bądź okrutny wezyr w baśniowej ekranizacji gry wideo „Książę Persji: Piaski czasu". Wcielając się w Mandaryna, aktor miał wzorować się na kultowej postaci pułkownika Kurtza, którą Marlon Brando kreował w „Czasie Apokalipsy" Coppoli — tworząc króla terroru, bezbłędnie posługującego się taktyką (stąd obsesja na punkcie „Sztuki wojny" Sun Tzu) i działaniami wywiadowczymi, ale już w trakcie bezpośredniego starcia zamieniającego się w prawdziwego potwora.

Obsadę uzupełniają znani z poprzedniej części: Gwyneth Paltrow (nagrodzona Oscarem za „Zakochanego Szekspira") jako Pepper Potts, asystentka i miłość Starka, oraz Don Cheadle („Hotel Ruanda", „Lot") — w roli jego przyjaciela i rywala w jednym, Jamesa Rhodesa, oficera armii USA, który dzięki wykradzionej Iron Manowi zapasowej zbroi zmienia się czasem w jego fanatyczne alter ego zwane War Machine. Głosem superkomputera, imieniem Jarvis, zaprogramowanego do obsługi pancerza czy laboratorium Tony'ego, jak zawsze przemówi Paul Bettany („Piękny umysł", „Kod da Vinci"). Natomiast po raz pierwszy w filmowych dziejach Żelaznego Człowieka tym razem nie pojawia się tu jednooki agent wojskowej organizacji S.H.I.E.L.D./T.A.R.C.Z.A. — Nick Fury (kreował go niezrównany Samuel L. Jackson). Co jednak jest całkowicie zrozumiałe, gdyż jego wcześniejsze działania prowadziły bezpośrednio do utworzenia grupy superbohaterów — opisanej w hicie sprzed roku — nazwanych Avengers/Mściciele, z którą na dłużej związał swoje losy.

Na tym nie kończą się nowości. Odszedł reżyser dwóch poprzednich części, Jon Favreau (choć znów powróci w małej rólce aktorskiej jako Happy Hogan, wyluzowany kumpel i szofer Starka), który dogadał się z Disneyem, by nakręcić „Magic Kingdom" — baśniowy, wysokobudżetowy hołd dla wesołych miasteczek i parków rozrywki firmowanych symbolem Myszki Miki. Do tego tłumaczy on swą decyzję również pracą nad długo wyczekiwaną adaptacją filmową musicalu o mafii „Jersey Boys", którą przygotowuje... Jednak nie wszyscy fani byli załamani po rezygnacji Favreau, bo natłok wątków komediowych (kosztem scen walki) w drugim „Ironie Manie" nie każdemu się podobał. Zwłaszcza że na krześle reżyserskim zastąpił go Shane Black — wielki miłośnik sztuki komiksowej (jego kolejną produkcją ma być „Notatnik śmierci" czyli hollywoodzka ekranizacja słynnej japońskiej mangi) i ceniony scenarzysta, który dzięki takim tytułom jak: „Zabójcza broń", „Ostatni skaut", „Bohater ostatniej akcji" czy „Długi pocałunek na dobranoc" uznawany jest za współtwórcę nowoczesnego kina akcji.

Oba poprzednie epizody były chwalone za widowiskowość i walory wizualne, co znalazło najpełniejszy wyraz w przyznaniu im oscarowych nominacji za efekty specjalne. Tworzyła je słynna ekipa Lucasa: Industrial Light & Magic — z ekspertami, którzy wcześniej pracowali, np. przy „Pearl Harbor", „Gwiezdnych wojnach" czy „Wojnie światów". Jednak nowy reżyser miał odmienną koncepcję filmu o Iron Manie, realizowanego po raz pierwszy w technice 3D. Zatrudnił więc innych specjalistów, m.in. ze studia Weta Digital, odpowiedzialnego choćby za „Władcę Pierścieni", „Avatara" czy „Hobbita".

Rozpocznijmy więc z przytupem sezon letnich przebojów filmowych 2013, śledząc nowe przygody humorzastego wojownika w zbroi — utrzymane tym razem raczej w konwencji współczesnego technothrillera: w stylu powieści Toma Clancy'ego („Polowanie na Czerwony Październik", „Splinter Cell"), jak mówi sam Black. Miejmy przy tym nadzieję, że i akcentów typowo fantastycznych nie zabraknie i straszliwy Mandaryn zostanie pokonany po prawdziwie epickim pojedynku. Aby kiedyś powrócić i znów zagrozić naszym bohaterom — zgodnie z regułami poetyki komiksu amerykańskiego.

Adam Krompiewski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Czytany 6897 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 30 kwietnia 2013 11:56